czwartek, 10 czerwca 2010

ŁZY PUŁKOWNIKA

Japończycy uważali tych, co się poddają za ludzi bez honoru i bez praw należnych ludziom.

Jim (ojciec Tima), porucznik saperów w brytyjskiej, armii dostał się do niewoli japońskiej w Singapore. W „marszu śmierci” przez Malaje i Siam (dziś – Tailandia), grupa jeńców dotarła do obozu Sonkurai 2. Z przybyłych tam 1680 jeńców, po roku pozostało przy życiu 250. Kilku jeńców postanowiło zorganizować ucieczkę, żeby zwrócić uwagę świata na warunki, w jakich żołnierze i oficerowie w niewoli japońskiej żyli i pracowali, z pogwałceniem zasad Konwencji Genewskiej.

Po ośmiu straszliwych tygodniach marszu przez dżunglę, pięciu pół żywych zbiegów (sześciu zmarło po drodze), dotarło do wybrzeża. Zostali jednak wydani przez miejscową ludność Japończykom. Schwytani oficerowie wielokrotnie byli wożeni po wielu obozach na zapowiedzianą egzekucję, ku przestrodze pozostałych jeńców. Przed ostateczną egzekucją w japońskiej kwaterze głównej w pobliżu Sonkurai, gdzie ściągnięto wyższych oficerów brytyjskich, żeby byli świadkami tej egzekucji, życie uratował im tłumacz kpt. Cyril Wild. Doprowadził on do łez pułkownika Banno – wyższego oficera zarządu budowy kolei w Tailandii, przekonując go, jakim wstydem i kompromitacją Cesarza i Armii Japońskiej byłaby egzekucja tych czterech wspaniałych, dzielnych ludzi, którzy zdołali się przedrzeć przez nie przebytą dżunglę i zamierzali przepłynąć łodzią żaglową do Indii, żeby dać światu informację o okrutnym losie jeńców wojennych. Ostatecznie, 10 miesięcy po schwytaniu, zbiegowie zostali skazani przez sąd wojenny na 8 lat ciężkiego więzienia w odosobnieniu. To jedyny wypadek, kiedy schwytani zbiegowie z japońskiej niewoli nie zostali straceni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz